Posty

Wyświetlanie postów z wrzesień, 2026

Dla ludzi o człowieku

Obraz
 Posąg z kamienia w strukturze kamiennej, Smagane wiatrem lico przemoknięte. I wewnątrz - człowiek we wnętrzu zamknięty, Na zewnątrz ma uśmiech zmęczono-smętny. Na co dzień nieodzowna gruba skóra, Gdyż nigdy nie wiadomo - czy los, czy pech Karty kładzie: te w miarę? Czy ponure, A zza pleców dobiegnie szyderczy śmiech? Los stoi tuż obok z uśmiechem szczodrym, Lecz ten uśmiech skierowany gdzieś obok, Zdarza się i ludzka podłość upiorna. Nie wiadomo, czy ten obok - to człowiek? Życie ludzkie nazbyt kruche i krótkie, Nie starczy chwil życia na poematy.  Gdybyż ten kamień mógł wśród ludzi stopnieć, Gdzież jest ten świat w człowieczeństwo bogaty?

Deszczowi ludzie

Obraz
 Deszczowi ludzie w ciemnych ubraniach Omijają uliczne kałuże, Rozwiązują deszczowe zadania, Skaczą przez sprawy małe i duże. Pod parasolem człowiek wygląda Deszczowo, ale nie widać duszy, Może ta dusza do łez podobna, A może słońce tam deszcz zagłusza. Ciemne ubrania w czasie ulewy Kryją niejedną ludzką zagadkę. Jasne ubranie - w deszczu zdumiewa, To rozjaśnionej duszy okładka.  Szczęśliwa dusza wystaje z deszczu, Jaśnieje pod przemoczonym strojem, A ciało tańczy walczyk słoneczny I ma za nic deszczowe nastroje.

Przesłanie wiersza

Obraz
 Jakby oczy, a pusty oczodół, Zabrakło w oczach życiowej passy, Lecz nie dorobię chmurnego credo, Nie stworzę rymowanej terapii. Nie napiszę, że jestem przedmiotem, Do tego cudzym, od lat trzydziestu, Nie opiszę worka kłopotów, Nie wspomnę w wierszu o braku szczęścia. Lecz wybiorę się w pierzaste chmury, Potem do Niebios - zerknę na Boga, Na ziemi w woni kwiatów zatonę, Dogonię wiatr i pogubię drogi. Ze słów wycisnę aromat lata, Skrzydła uniosą mnie w miody słońca, W metaforach zamknę zwykłe daty, Wraz z Pegazem stworzę wiersz gorący.

Światła

Obraz
 latarnie gwiazd na niebie oświetlają ścieżki snom i iluzjom  księżycowym piórem spisuję  myśli i wizje gdy grafit nieba płowieje  w nocnych marzeniach tworzą się   prześwity słońce czerwoną lampą zakwita  na linii horyzontu piórem brzasku zapisuję bezsenne urywki zdań i emocji a sufit ciąży nad głową jakby składał się z wczorajszego dnia czy myśl która zrodzi się o świcie  zakwitnie za dnia światło dzienne zapala Bóg dzień to czas zegarka tu wszystko robię na czas nie piszę nie mam czasu tu bywam panem życia i codziennie próbuję  dogonić jutro