Posty

Status

Obraz
 Wrona przechadza się po balkonie. Jest poważną, a nie wścibską wroną. I któż może zrobić krzywdę wronie? Balkon ciekawy, aż oczy bolą. Nie dziwi, że gołębie próbują Ulokować się tutaj na stałe: Kolorowe wiatraczki wirują, A i ledy wieczorem migają. Gołębie są tutaj źle widziane, Zapewne rażą ich obyczaje, Ale wrona, przyparta do ściany, Chce zaspokoić wronią ciekawość. Ptaszysko kracze zaciekawione, Gdyż badawczą ma wronią naturę. Aż wyszła na balkon pani domu, Wrona uważnie ją obserwuje. Nie groźna właścicielka balkonu, Nie dziwią wronę chętki gołębie! Swym wronim statusem zachwycona - Ma własne gniazdo na własnym drzewie.

Dla ludzi o człowieku

Obraz
 Posąg z kamienia w strukturze kamiennej, Smagane wiatrem lico przemoknięte. I wewnątrz - człowiek we wnętrzu zamknięty, Na zewnątrz ma uśmiech zmęczono-smętny. Na co dzień nieodzowna gruba skóra, Gdyż nigdy nie wiadomo - czy los, czy pech Karty kładzie: te w miarę? Czy ponure, A zza pleców dobiegnie szyderczy śmiech? Los stoi tuż obok z uśmiechem szczodrym, Lecz ten uśmiech skierowany gdzieś obok, Zdarza się i ludzka podłość upiorna. Nie wiadomo, czy ten obok - to człowiek? Życie ludzkie nazbyt kruche i krótkie, Nie starczy chwil życia na poematy.  Gdybyż ten kamień mógł wśród ludzi stopnieć, Gdzież jest ten świat w człowieczeństwo bogaty?

Deszczowi ludzie

Obraz
 Deszczowi ludzie w ciemnych ubraniach Omijają uliczne kałuże, Rozwiązują deszczowe zadania, Skaczą przez sprawy małe i duże. Pod parasolem człowiek wygląda Deszczowo, ale nie widać duszy, Może ta dusza do łez podobna, A może słońce tam deszcz zagłusza. Ciemne ubrania w czasie ulewy Kryją niejedną ludzką zagadkę. Jasne ubranie - w deszczu zdumiewa, To rozjaśnionej duszy okładka.  Szczęśliwa dusza wystaje z deszczu, Jaśnieje pod przemoczonym strojem, A ciało tańczy walczyk słoneczny I ma za nic deszczowe nastroje.

Przesłanie wiersza

Obraz
 Jakby oczy, a pusty oczodół, Zabrakło w oczach życiowej passy, Lecz nie dorobię chmurnego credo, Nie stworzę rymowanej terapii. Nie napiszę, że jestem przedmiotem, Do tego cudzym, od lat trzydziestu, Nie opiszę worka kłopotów, Nie wspomnę w wierszu o braku szczęścia. Lecz wybiorę się w pierzaste chmury, Potem do Niebios - zerknę na Boga, Na ziemi w woni kwiatów zatonę, Dogonię wiatr i pogubię drogi. Ze słów wycisnę aromat lata, Skrzydła uniosą mnie w miody słońca, W metaforach zamknę zwykłe daty, Wraz z Pegazem stworzę wiersz gorący.

Światła

Obraz
 latarnie gwiazd na niebie oświetlają ścieżki snom i iluzjom  księżycowym piórem spisuję  myśli i wizje gdy grafit nieba płowieje  w nocnych marzeniach tworzą się   prześwity słońce czerwoną lampą zakwita  na linii horyzontu piórem brzasku zapisuję bezsenne urywki zdań i emocji a sufit ciąży nad głową jakby składał się z wczorajszego dnia czy myśl która zrodzi się o świcie  zakwitnie za dnia światło dzienne zapala Bóg dzień to czas zegarka tu wszystko robię na czas nie piszę nie mam czasu tu bywam panem życia i codziennie próbuję  dogonić jutro

Jesienna pani

Obraz
Śniedzią pokryta złota słoneczność, Tuż nad ziemią słońce świat okrąża, W sukni z nostalgii pani jesienna Z tęskną myślą wędruje w przestworzach.  A dojrzałą urodę przetyka Niteczką srebrnych wspomnień we włosach, Jej dawny świat w mgnieniu czasu znika. Wiatr jak dawniej powiewem się droczy, Jak niegdyś gna z przyśpiewką miłosną. A rozmarzone wokół zmarszczek oczy Pamiętają sny z odległej wiosny. Czy jesień życia szczęściem zaskoczy? Słychać szepty i liści szelesty, Czasu szepty o zmierzchu i świcie, Czy czas przywieje pieśni miłosne, Czy może  skończy jesienne życie?

Jak człowiek

Obraz
Pośrodku lata wicher się zerwał, Tumanem powietrza tłucze w drzewa. Jakby do walki z losem się zabrał - Zapełnia pustkę czymś, czego nie ma.  Na otwartej łące przed siebie gna, Jakby chciał czarne myśli pożegnać. Czy widzi nadzieję pędzący wiatr, Czy deszczem opłakuje złą przeszłość? I wściekły z gałęzi liście strąca, Pomiędzy obłoki pędzi chmury, Nie pozwoli uśmiechnąć się słońcu. I jest straszliwie, i jest ponuro! Konary drzew ku ziemi pochylił, Zgięły się czołobitnie korony, Wicher wyje i świszcze złowróżbnie, Rozsierdził się tak - jak człek szalony. Pośrodku lata - zamknięte okna, Pęd tłucze w szyby jak potępiony. Natura ma w sobie zło i dobroć, W końcu uśnie wiatr - walką zmęczony.