Rozważania egzystencjalne
Czas, jak to ma w rutynowym zwyczaju, upłynął, nie wnosząc nic nowego do mojego życia. Obudził jedynie z nocnego snu ptaki, które teraz kwiliły i harcowały za oknem. Czas w swoim bezpowrotnym przemijaniu nie próbował nawet przynieść rozwiązań zagadek bytu i mojego prywatnego istnienia. Płynął sobie, jak to czas płynie, bezproduktywnie akurat. Mimo to, a może właśnie dlatego poczułam się okradziona z czasu, bo czas bezproduktywny bywa czasem przegranym. Tymczasem ptaki za oknem wykonały w regularnym, geometrycznym kluczu rundę za oknem, lecz nie potrafię powiedzieć: czy było to maksimum, czy minimum ptasich możliwości, czy może była to runda straconych szans? Paradoksalnie, praktycznie na wszystko mając czas, zabrakło mi tego czasu, żeby posunąć się do przodu w rozwiązywaniu kolejnej zagadki - zagadki wieczności. Co dnia: rutyna za rutyną, a myślenie z tejże racji - też rutynowe. A ptaki za oknem wykonały, którąś z kole...